Ostatnie zdjęcia krwiopijcy

Już miałem przejść obok, minąć go obojętnie, ale końcem oka zauważyłem krwiopijcę. Czaił się na ścianie, by zaatakować znienacka. Byłem jednak szybszy. Podniosłem lufę (tą opisaną w poprzednim wpisie) i zaatakowałem ze zdwojoną siłą. Wspomagany rozgrzanym do białości i oślepiającym błyskiem z flasha, strzelałem raz za razem. Dwa były celne. Pierwszy otwiera wpis, a drugi go kończy.

Dodaj komentarz