Zdążyłem tylko na końcówkę spektaklu

To był dość chłodny poranek. Temperatura na zewnątrz około zera. Siedziałem rano przy stole w kuchni i jadłem śniadanie. Chleb, masło i domowej roboty dżem z czarnej porzeczki. Kątem oka zobaczyłem jednak coś dziwnego. Żaluzje zasłaniające okno dostały różowej poświaty. Podciągnąłem je i co widzę? Postrzępione chmury, pełne różnych zawijasów oświetla niewidoczne, a wschodzące słońce. Trzeba to sfotografować. Pędem po torbę ze sprzętem. Wyjąłem z niej jeszcze niepotrzebną lampę błyskową i obiektyw tele, a w to miejsce dałem szeroki kąt i rybie oko. Szybko ubieram kurtkę, buty, czapka, szalik, rękawiczki i żwawym krokiem ruszam nad jezioro. Jakieś 500 metrów do przejścia, a już widzę, że tego postrzępionego nieba jest coraz mniej. Przyspieszam kroku. Jeszcze kawałek, jeszcze skręcić za blokiem, jeszcze schody i zejście nad jezioro. Spektakl jednak nieubłaganie zmierza ku końcowi. W takich warunkach już nie patrzę na przysłonę, czas migawki. Ustawiam tryb P, zeruję kompensację, ISO Auto i robię zdjęcia modląc się, by udało mi się coś z tego złapać. Jest.

Coś się udało złapać. Nie jest to jednak to, co widziałem wcześniej. Niestety spóźniłem się. Złapałem tylko zakończenie, resztkę widowiska. Po minucie fotografowania nie było już sensu robić więcej zdjęć. W sumie zrobiłem ich sześć. Spektakl i sesja zakończone. Światło odeszło, niebo zachmurzone i zaczął padać drobny śnieg.

Ps. Zdjęcia obrobione w programie Adobe Lightroom. Główne zmiany to przyciemnienie nieba względem odbicia w lodzie. Zwiększenie nasycenia barwy i kontrastu.

6 myśli nt. „Zdążyłem tylko na końcówkę spektaklu”

  1. Nie wiem czy pamiętasz, jakiś rok temu posłałem Ci zdjęcie podobne w kolorycie. Na szczęście masz ukochane jezioro, ja niestety dachy ,ja miałem to o zachodzie i w mieście.

Dodaj komentarz