Sztuka fotografowania w czasie skoków spadochronowych

Sajmoon

Dzisiaj gościnie o specyfice fotografowania w czasie skoków spadochronowych opowie Szymon „Sajmoon” Kwiatkowski – skoczek spadochronowy, podniebny fotograf i operator, montażysta, współzałożyciel grupy SkyCamTEAM. Zobacz jaki sprzęt do tego jest potrzebny i jakie problemy są z tym związane.

Serdecznie zapraszam. Przemysław Oziemblewski

Spadochroniarstwo. Nowocześniej Skydiving, dyscyplina sportowa podczas której próbujesz walczyć z grawitacją. Przez kilka sekund czujesz się wyzwolony z ziemskich okowów, po prostu wolny. Dla niektórych czyste wariactwo, próba samobójcza z której ocalić ma cię kawał materiału – spadochron. Ten statek powietrzny otwierając się nad głową kończy fazę swobodnego spadania a rozpoczyna bardziej romantyczny etap szybowania w kierunku ziemi. Każdemu skokowi spadochronowemu – sportowemu, rekreacyjnemu, tandemowemu towarzyszą emocje niezwykłe, takie których trudno doświadczyć stąpając po gruncie. Czy to pole do popisu dla fotografa? Jak najbardziej! Jednak ogrodzone pewną specyfiką, której próżno szukać w tradycyjnych metodach fotografowania.

Pod względem tego, co dla większości reporterów najcenniejsze, czyli utrwalania emocji, absolutną bombą jest faza swobodnego spadania. Etap od chwili oddzielenia się skoczka od samolotu do otwarcia spadochronu, ograniczony czasem spadania zależnym od wysokości wyskoku. Najczęściej to około 60 sekund czystej adrenaliny odwzorowującej się tak samo dobrze na twarzy spadającego skoczka, jak i na naszych światłoczułych matrycach. Tutaj powstają najciekawsze fotografie, zanurzone w sosie wszechobecnych kolorów nieba, pryzmatycznie działających chmur, zachodów słońca, zmieniającego się w ułamkach sekund światła. Fotografujemy więc pasażerów tandemowych, ewolucje skoczków ćwiczących różne sportowe, spadochronowe dyscypliny, swoopy – czyli niskie i szybkie przeloty na otwartych szybujących spadochronach.

SkyCamTEAM

Umiejętności są tutaj niezbędne. Trzeba „być” skoczkiem, umieć latać, czyli kontrolować swoje ciało podczas spadania, potrafić nim sterować aby uniknąć niebezpiecznych sytuacji. I to wszystko przy prędkościach przekraczających 200 km/h w pędzie ku ziemi. W takiej urokliwej rzeczywistości szukamy kadru, ekspozycji i pamiętamy o naciskaniu spustu migawki. Najczęściej skaczemy także z kamerą video rejestrując skok na klatkach filmu. Ale jak trzymać to wszystko w rękach i jednocześnie otworzyć spadochron na odpowiedniej wysokości? Nic bardziej mylnego, ręce muszą być wolne właśnie po to, żeby sterować w zamierzonym kierunku. A gdzie aparat, kamera? Na głowie mili państwo!

Tradycyjny „rig” powietrznego operatora to przede wszystkim kask pozwalający na zamontowanie na nim całego sprzętu, a jednocześnie na tyle komfortowy i wyważony, aby podczas otwarcia czaszy spadochronu mówiąc trywialnie „nie stracić głowy”. Zdarza się że otwarciu towarzyszą solidne przeciążenia. Sprzęt umieszczony na kasku może ważyć nawet do 4.5 kg, jest to więc dość poważne zagrożenie dla zdrowia. Trzeba starać się wyeliminować takie prawdopodobieństwo, chociażby układając starannie główną czaszę i dobierając właściwie jej parametry. Nie każda nadaje się do zadań foto-video. Kolejny element to lustrzanka z możliwością wykonywania serii zdjęć, nie zatykająca się pod naporem serii – mamy przecież tak niewiele czasu na „strzał” i nie możemy tego powtórzyć. Dochodzi jeszcze kamera z szerokokątnym konwerterem, czasami hologramowy celownik, dodatkowe kamery typu GoPro lub inne podobnego przeznaczenia, system okablowania, mocowania i wyzwalacze. Tutaj napotykamy na intrygującą ciekawostkę. Dla niektórych, motywem do przytyków jest sprawność języka prawie każdego fotooperatora spadochronowego. I nie chodzi tutaj bynajmniej o płynność w mowie, ale o przyciskanie wyzwalacza kablowego właśnie językiem. Konstrukcje tych specjalnego przeznaczenia kontrolerów dopuszczają przyciskanie switcha do podniebienia lub przygryzanie zworki zębami. Byleby obsługiwać odpowiedni tryb pracy AF, spełniający wymogi obiektów pozostających w ruchu, czyli autofokusa podążającego.

SkyCamTEAM

A jakie szkła? Tutaj niestety specyfika jest naszym ograniczeniem. Ponieważ sytuacja podczas skoku może zmieniać się w ułamkach sekund, my również musimy reagować błyskawicznie, do tego nie mamy nawet jak spojrzeć przez wizjer. To wymusza stosowanie szkieł szerokokątnych, które obejmą fotografowany obiekt. Trudno, czasami zamiast kadrowania trzeba po prostu złapać obiekt, bo… ucieknie! Najczęściej spotyka się Sigmy 10-20mm f/4-5.6 oraz f/3.5, canony 10-22mm f/3.5-4.5, lub po prostu manualne Zenitary 16 mm f/2.8 Fish Eye lub Samyangi 8mm f/3.5 Fish Eye. Manualny obiektyw nie jest tutaj dużym ograniczeniem, chociaż trzeba skacząc z takowym pamiętać o nieprzekraczaniu minimalnej granicy ostrzenia, czyli średnio 0,5 do 0,8m i nie zbliżać się za bardzo do „modela”. Poza tym głębia ostrości jest tak duża, że wyklucza konieczność pracy autofokusa. Wracając do szkieł z autofokusem sprawdzą się te wyposażone w szybki USM. Prędkość reakcji jest w każdym względzie naszym sprzymierzeńcem. Nie boję się nazwać fotografii spadochronowej „małą reporterką”, także z powodu ciężkich warunków pracy. Peeling twarzy spowodowany przelotem przez deszczową chmurę nie jest wymarzonym zabiegiem lotniczego SPA. Co do body – unika się raczej skoków z aparatami pełnoklatkowymi z uwagi na ich gabaryty i masę, a także co dla niektórych może stanowić barierę – wartość. Ryzyko utraty sprzętu mimo wszystko istnieje i ciężko byłoby rozstać się z aparatem z „bardzo górnej półki”. Nie oznacza to, że pełnej klatki na kasku nie można osadzić. Trzeba jednak pamiętać o własnych fizycznych ograniczeniach i raczej zachować tę konfigurację sprzętową na specjalne okazje fotografii reklamowej czy pod wielki gabaryt.

Ciężkie warunki pracy to także zmienna wilgotność i temperatura, która jak wiemy spada wraz ze wzrostem wysokości. W kierunku przeciwnym do wznoszenia się samolotem skoczek pokonuje tę samą drogę w kilka sekund, co przy niesprzyjającym gradiencie odbije się po prostu parą na soczewkach. I cały misterny plan na nic! Oczywiście skoki temperatury nie pozostają bez wpływu na ogniwa baterii, potrafią one rozładować się do zera podczas kilku zaledwie skoków. Wraz z bateriami rozładowuje się sam operator. Jeden skok spadochronowy to ubytek kalorii zbliżony do jednego dnia pracy górnika przodkowego – oczywiście ten przelicznik jest typowy dla początkujących skoczków, jednak zmęczenie pojawia się wprost proporcjonalnie do liczby skoków w ciągu dnia. Do tego dochodzi koncentracja na zadaniu fotografowania i stres. Fizjologia skoku to bardzo szeroki temat, skok z aparatem i z kamerą posiada więc dodatkowe walory zwiększające „zużycie materiału”.

Mimo tego, spojrzenie na zdjęcia rekompensuje wszelkie trudności związane z ich wykonaniem. Między chmurami jest coś inspirującego, co nakazuje wracać tam w nieskończoność, trzeba to po prostu kochać. Ale to wiedzą pewnie wszyscy ci z was, którzy spędzili w deszczu, skwarze, tłoku kilka godzin w oczekiwaniu na tą jedną klatkę. Tą wyjątkową.

Temat spadochronowej fotografii jest bardzo szeroki i specyficzny, mam nadzieję że trochę jednak przybliżyłem wam jej atmosferę, podstawy sprzętowych wymogów i ograniczeń. A to naprawdę tylko przedsionek tej mało znanej, a jakże ciekawej dyscypliny. Norman Kent, Bruno Brokken, Joe Jennings to popularne w kręgach spod znaku skydive nazwiska, a jest jeszcze wielu innych znanych ze wspaniałych kadrów. Zapraszam do pytań, dyskusji i uwag. Wszystkie będą bardzo cenne.

A jednak zapytam… czy robiliście kiedyś zdjęcia stojąc na głowie? Nie? A my tak!

Polecam nasz profil Facebook’owy, oraz kanał YouTube www.youtube.com/user/skycamteam
Nasza strona www.skycamteam.com
Współpracujący organizator skoków www.skyluma.pl

7 myśli nt. „Sztuka fotografowania w czasie skoków spadochronowych”

  1. „Jeden skok spadochronowy to ubytek kalorii zbliżony do jednego dnia pracy górnika przodkowego”

    Coś czuję, że ktoś zestawił kalorie z kilokaloriami – czeski błąd, typowy w przypadku niewielkiego wysiłku 😉 Wartość 10 000 kalorii w tych kilkudziesięciu sekundach skoku faktycznie wydaje się realistyczna, zwłaszcza jeśli mówimy o dodatkowym zużyciu, tyle że górnik albo ultramaratończyk w niektóre dni potrafi tyle spalić w kilokaloriach, pewnie słusznej postury narciarz biegowy też.

  2. Dziekuję za uwagę:) Sprawdzę jeszcze dokładniej co mówią na temat zużycia energii publikacje z zakresu fizjologii skoków. Faktem jest że, nie wnikając w dane analityczne, skoczek wykonujący pierwszy skok jest zazwyczaj po nim wykończony jak koń po westernie… oczywiście kiedy zejdzie z niego adrenalina. Do niedawna zresztą w przepisach dotyczących wykonywania skoków figurował zakaz wykonywania skoku drugiego tego samego dnia, jeśli pierwszy był tym dziewiczym. Nie bał bym się więc porównać pierwszego skoku z maratońskim wysiłkiem.

  3. Faaaaajny tekst. Akurat szykuję się na wiosnę do pierwszego mojego skoku i ponadto pstrykam, filmuję i montuję. Więc temat bardzo przypadł mi do gustu.
    Ponieważ nie otwiera się strona skylumy – spytam tu – czy w okolicach Poznania też skaczecie i jaka jest cena Waszych foto-video usług?

  4. Strona juz działa, widocznie były chwilowe problemy. Na razie polem naszych działań są okolice Trójmiasta, ale możemy skoczyć wszędzie tam, gdzie podejmie z nami wspołpracę organizator skoków. Okular o który pytasz (chodzi o tą obudowę zaraz nad oczami) to system GoPro HERO 3D. Mogę rejestrować film dwoma zsynchronizowanymi kamerami jednocześnie, dzięki czemu otrzymuję bazę do wyedytowania materiału 3D. Z takiego surowego materiału można uzyskać 3D dla dowolnego systemu odbioru, choć najczęściej montuję pod okulary anaglifowe.
    Wyżej Zenitar 2.8 Fisheye oraz kamera z konwerterem Opteka Platinum 0.3 Ultra Fisheye HD.

Dodaj komentarz