Krajobraz

Dlaczego takie same ujęcia wychodzą lepiej robione komórką niż aparatem?

Dostałem wiadomość od Janusza: „Dziękuje za bardzo ciekawe i pouczające strony o fotografii. Proszę o wyjaśnienie, dlaczego takie same ujęcia wychodzą lepiej robione komórką niż aparatem Olympus E-M5II (tzn lepsza ostrość, kontrast, żywsze kolory).”

No i stało się. Smartfony robią lepsze zdjęcia niż normalne aparaty. Jak to się dzieje? Czy jednak na pewno? Gdzie jest haczyk?

Faktem jest, że technologia poszła tak do przodu, że zdjęcia z telefonów są już naprawdę dobre. Jak zatem jest to zrobione, że tak małym obiektywem i matrycą można osiągnąć tak dobre rezultaty. W czym smartfon jest lepszy, że przebija zwykły aparat fotograficzny.

Nie jestem konstruktorem, nie robiłem dokładnych analiz, ale myślę, że po pierwsze technologia małych matryc naprawdę poszła mocno do przodu i można z nich otrzymać całkiem znośny obrazek. Nie będzie to jednak obraz lepszy od tego, który uzyskamy z większych matryc. Większe matryce robione w podobnej technologii zawsze będą lepsze. W normalnym aparacie będziemy więc mieli zawsze lepszy obraz źródłowy. To ze względu na wielkość matrycy oraz większą rozdzielczość z większej optyki.

Smartfony mają jednak jedną przewagę nad aparatami. Mają wyśrubowane do granic możliwości oprogramowanie, które wyciąga z obrazu źródłowego wszystkie możliwości, a nawet więcej. Dlatego gotowe pliki JPG będą wyostrzone programowo, będzie podniesiony kontrast i będą podbite kolory. Po prostu z komórki od razu mamy ładny obrazek. Jeśli trzeba, to aparat potrafi sam się przełączyć w tryb HDR i z automatu połączyć kilka zdjęć w jedno o większej rozpiętości tonalnej. Pojawiają się też metody obróbki zdjęć bazujące na uczeniu maszynowym i surowy obraz jest przetwarzany, by lepiej wyglądał.

Oprogramowanie aparatów jest natomiast z definicji raczej nastawione na uzyskanie bardziej wiernego niż ładnego obrazka. Dlatego zdjęcia w JPG-ach są tylko trochę ulepszane. Możesz jednak to zmienić. W menu apartu znajdziesz taką opcję. Możesz ustawić, by pliki były wyostrzane, bardziej kolorowe i z większym kontrastem.

Pisałem o tym we wpisie Jak uzyskać ostre i piękne kolorystycznie zdjęcia kwiatów?. Tam był pokazany przykład zmiany ustawień w aparacie Canon.

Poniżej jednak zobacz zdjęcie ekranu z aparatu Olumpus OM-D E-M10 II.

Zmiana ustawień dotycząca obrazu w aparacie Olympus

Możesz więc w swoim aparacie też ustawić większą ostrość, kontrast i kolory zmieniane programowo.

PS Smartfony mają jeszcze jedną przewagę. Dają możliwość natychmiastowego dzielenia się zdjęciami ze znajomymi.

Tyle ode mnie. A Ty drogi czytelniku co sądzisz na ten temat? Czym lepiej fotografować? Napisz w komentarzu.

22 komentarze do “Dlaczego takie same ujęcia wychodzą lepiej robione komórką niż aparatem?”

  1. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Pytanie jakie zadałem postawiła mi synowa ze smartfonem i syn z Olympusem. Uważam, że dla większości lepszy odbiór robią zdjęcia ze smartfona (są cukierkowe), ale jeżeli nastawieni jesteśmy na sztukę, zdjęcie dopracowane z dobrą naturalną ekspozycją, wyeksponowanym tematem, to zawsze wybiorę aparat fotograficzny, gdzie to wszystko mogę zaplanować i ustawić ręcznie.
    Z poważaniem
    Juliusz Nowak

    1. Tu się zgadzam. Zdjęcia ze smartfona tak są obrabiane przez oprogramowanie, by podobały się większości lubi. Zwłaszcza tym, którzy sami nie bardzo chcą się tym zajmować. I to nie jest wcale złe. Jeśli ktoś po prostu chce zrobić zdjęcie, bez specjalnych oczekiwań, to ładny obrazek z telefonu jest dobrym rozwiązaniem. Natomiast jeśli chcemy sami kształtować to, jak ma wyglądać zdjęcie, to normalny aparat daje większe możliwości w tym zakresie.

    1. Jak najbardziej nauka. Nawet jeśli ktoś fotografuje tylko komórką, to i tak warto się poduczyć i na maksa wykorzystać jej możliwości. Mimo że taki aparat ma pewne ograniczenia. Natomiast i w komórkach zaczynają się pojawiać poważniejsze rozwiązania. Gdzieś obiło mi się o uszy, że udało się tam zmieścić matrycę o rozmiarze jednego cala.

  2. Witam Przemku,
    Twoje wyjaśnienia, są jak zwykle proste i oczywiste, co sugeruje, że niejeden pytający powinien sobie zadać nieco trudu, by do odpowiedzi na swoje pytania dochodzić samodzielnie. Bo jest to warunek niezbędny, aby stać się po latach zaawansowanym fotografem (choćby tylko amatorem).

    Tak to już bywa, że niejeden, kto fotografuje, ma jednak swoje, odmienne od innych, doświadczenia w temacie: cyfrówka czy komórka. A takie porównywanie jakości zdjęć pomiędzy aparatem a komórką jest, moim zdaniem, drogą na manowce. Decyduje cel i spróbuję to wyjaśnić.

    U mnie sesja plenerowa (fotografia przyrody) to dźwiganie już od świtu (chodzi o dobre światło) torby z aparatem, obiektywami i akcesoriami + statyw. A w plecaku reszta rzeczy, jakie są mi potrzebne na wycieczce w teren. A w kieszeni komórka + składany kij do selfie z pilotem wyzwalającym. Odkąd posiadam komórkę mającą w module fotograficznym wbudowany HDR, używam jej uzupełniająco w stosunku do głównego aparatu. Użycie komórki w moim przypadku, w pewnych okolicznościach bywa znacznie wygodniejsze niż aparatu, gdy mam ogarnąć mały obiekt, do którego ciężko dotrzeć z aparatem na statywie, ale to zdarza się nieczęsto. Przy czym fotografując komórką mam cały czas wrażenie, że nie ja decyduję, ale aparat za mnie, co i jak ustawić. Obraz jest jednak, jak żyleta, o bardzo dobrej strukturze. Nie mam jednak wpływu na cokolwiek. Ani na WB, ani na korektę ekspozycji, ani na głębię ostrości, ani na czas migawki. A filtry, np. polaryzacyjne, czy szare? Gdzie je umieścić? Komórka jest niesamowicie prosta. Ot, puknąć palcem w kółeczko i gotowe.

    Nie rozpatrywałbym kwestii, co daje zdjęcia lepsze, komórka czy aparat. Ja widziałbym komórki, albo, jako okazjonalne uzupełnienie klasycznych aparatów (jak u mnie), albo jako sprzęt dla osób, które nie zawracają sobie głowy subtelnościami aparatów i ich ogromnymi możliwościami kreacyjnymi. No i bywa, że gdzieś ze sprzętem fotograficznym nie wejdę, a z komórką tak, wtedy sprawa jasna: komórka ma przewagę sytuacyjną, a kwestie jakościowe nie decydują.

    Czy ktoś się zastanawiał, ile osób ogląda swoje fotki komórkowe na dużym ekranie komputera? A, moim zdaniem, tylko duży obraz pozwala zbliżyć się do wrażeń wzrokowych z pleneru i faktycznie ocenić jakość obrazu. W przygniatającej większości znanych mi przypadków (rodzina, znajomi) ludzie traktują swój zbiór fotek w komórce, jako główny zasób. Nie mają więc nawet backupu. Jak utracą telefon, to nie mają niczego.

    Ale fakt, komórka to małe płaskie urządzenie, które wygodnie mieści się w kieszeni. Nie potrzebna jest torba, ekstra obiektywy, statyw czy inne akcesoria. Jednakże dla mnie nie jest to argument za tym, że klasyczne aparaty cyfrowe to przeżytek, mimo że komuś na oko wydaje się, że te małe zdjęcia z komórki są świetne.

    Pozdrawiam!

    1. Nic dodać, nic ująć. Każde urządzenie ma swoje zastosowanie. Niektórym wystarczy komórka innym nie. Znam osoby, które zaczynały swoje fotografowanie właśnie od komórki, ale po czasie stwierdziły, że potrzebują czegoś więcej i kupiły sobie normalny aparat. Jest też ruch odwroty, bo widzę, to również po sobie, że część zdjęć wolę zrobić komórką niż aparatem. Chodzi tu głównie o zdjęcia pamiątkowe z rodziną. Robię takie zdjęcia telefonem, wrzucam od razu na grupę rodzinną w komunikatorze i wszyscy zainteresowani mają do nich dostęp. Natomiast te, zdjęcia, które chęć obrobić i wyciągnąć z nich więcej robię normalną cyfrówką. Ponieważ nie zawsze chce mi się dźwigać lustrzankę z obiektywami, to na takie niezobowiązujące wypady biorę małą torbę z Olympusem i jego małymi obiektywami. Mam więc wystarczająco dobrą jakość bez potrzeby dźwigania kilogramów. Natomiast tam, gdzie zależy mi na najlepszej jakości, biorę swoją lustrzankę.

    2. Oko ludzkie można oszukać, fizyki nie. Jeżeli na pełnej klatce mam 37 mln pikseli, to na każdy z nich przypada wielokrotnie więcej światła, niż na dowolny piksel matrycy w komórce. Inny też, bardziej korzystny jest kąt padania światła na matrycę FF. Już te parametry świadczą, która matryca ma możliwość dokładniejszego oddania parametrów obrazu. Rozdzielczość i jakość obrazu z obiektywu Irix I 21mm f/1.4, czy Pentax-A 28/2.0, jest wielokrotnie większa od najlepszej komórki. Owszem oprogramowanie komórki usiłuje obrobić obraz, usunąć szumy i zniekształcenia, lecz ma do dyspozycji nieporównywalnie mniej informacji, stąd też otrzymujemy z niej, pewną średnią wartości domyślnych, a nie realny obraz.Obraz z FF możemy sami wykadrować i obrobić, gdyż w DNG otrzymujemy zapis wartości światła z każdego piksela, a nie skrót tych informacji ( jpg).

      1. Dziękuję za komentarz. Jeszcze kilka lat tamu różnica między zdjęciem z komórki a z aparatu był widoczna gołym okiem. Teraz w pewnych warunkach i dla określonego rodzaju zdjęć to się zaciera. I czasami można nawet odnieś odwrotne wrażenie. Niemniej tak jak to napisałeś, praw fizyki nie da się oszukać.

    3. Odpowiem trochę bardziej technicznie. Aktualniejsze posiadam jako telefon Samsung Galaxy s21 ultra (3 obiektywy) oraz aparat Sony A7 IV

      Nieprawda jest to że nie ma kontroli ekspozycji w telefonie. Oczywiście możesz to zrobic w androidzie dodajac tryb Pro do robienia zdjęć. Ba nawet można wyciągnąć Rawy prosto z matrycy.

      Niemniej jednak jeśli chodzi o naturalny bokeh(rozmycie) i możliwość wydruku większego formatu, dodatkowo zabawę z filtrami czy też po prostu dziesiątki obiektywów do wyboru dające niesamowite możliwości dla kreatywności to aparaty wygrywają;)

      Faktem jest że najlepszy aparat to ten co mamy przy sobie w danej chwili, bo ujęcie może się już nie powtórzyć i wtedy wygrywa smartfon bo go zawsze mamy.

      Największa różnice widać na większym monitorze. Małe powiększenie zdjęcia ze smartfona ujawnia mała matryce i związane z tym „piksele”. Przy większej matrycy jak full frame można sobie pozwolić na dużo więcej zabawy.

      To tak pokrótce 😉 Pisane z komórki właśnie;)

  3. Telefon jest dobry, bo prawie zawsze pod ręką i nic po za tym. Chcesz dobra jakość to tylko aparat, i oczywiście odpowiednia obróbka.

    1. Dobrze, że wspomniałeś o obróbce zdjęć. RAWy z normalnego aparatu dają duże możliwości w kwestii ich obróbki i uzyskania zdjęcia zgodnego z wizją fotografa. Z RAWów z komórki, o ile są, można przeważnie wyciągnąć znacznie mniej.

      1. Przemku,
        Gdy mowa o RAW-ach czuję się wywołany do tablicy. Mam bowiem czasem wrażenie, że temat zapisu RAW obrósł nieco mitologią.
        A ponieważ ktoś powiedział Przemku, że fotografia jest sztuką kompromisu, to…
        Otóż blisko dwie dekady lat fotografuję cyfrówkami i cztery na sześć z nich (obecnie używam Sony ILCA-68) posiadają zapis RAW, do którego, mimo różnych namów w poradnikach, nie jestem w stanie się przekonać. Ale kilka razy RAW-a próbowałem i przez porównanie efektów wiem, że moje JPG-i dają mi bardzo duże możliwości korekt (RawTherapee) w zakresie struktury, tonalności i koloru i w efekcie uzyskania dobrej jakości po obróbce, której nie muszę się wstydzić. Wbrew zatem ortodoksji, w aparacie pracuję z JPG-ami i korzystam z wariantu jakości „Extra fine”, gdzie kompresja jest minimalna, bo daje pliki 20-22MB przy matrycy 24Mpx. Dla porównania opcja „Fine” daje pliki 9-10MB. A o jakości „Standard” już nie ma co gadać.
        No i jeszcze coś bardzo ważnego. RAW u mnie nie ma racji bytu, gdyż, jako fotograf krajobrazowy bardzo często korzystam z wbudowanego HDR, a ten wyklucza zapisywanie w RAW-ach. Wolę już mieć łatkę „rawowej anty-ortodoksji”, niż cierpieć z powodu przepałów fotografując w lesie, parku, czy architekturę.
        Pozdrawiam
        Janek

        1. HDR z RAW-ów też jest możliwy, ale do tego potrzebne jest dodatkowe oprogramowanie na komputerze. Wtedy teki HDR można połączyć na kilka sposobów. Nie wiem, czy masz w aparacie np. możliwość ustawiania, z ilu zdjęć aparat robi HDR? Na komputerze HDR mogą być łączone z bardzo wielu zdjęć, więc samodzielnie decydujesz o ilości wykonania plików źródłowych do ich późniejszego złożenia. Pliki RAW zawierają więcej informacji niż najmniej skompresowany plik JPG. Natomiast też nie jest tak, że dobrze naświetlony JPG będzie gorszy wizualnie od RAW-a. Bo jeśli nie trzeba wiele zmieniać, to JPG w zupełności wystarczy. Siła RAW-a ujawnia się głównie wtedy, kiedy chcemy zrobić większe zmiany na pliku. Nie będę Cię jednak przekonywał do RAW-ów, bo jeśli świadomie decydujesz się na JPG-i i jesteś z nich zadowolony, i skala ich obróbki Ci wystarcza, to OK. Nie ma przecież żadnego przymusu. HDR-y realizujesz funkcją w aparacie, to też jest OK. Są różne drogi.

          1. Przemku,
            Przepraszam za kilkudniowa zwłokę w odpowiedzi, ale zadecydowały o tym względy zdrowotne.

            Odpowiadając na pytanie o HDR: W moim modelu aparatu nie mam możliwości wyboru ilości naświetlanych obrazów w serii HDR, a zatem są to zawsze trzy. Ale to wystarczy. A jednocześnie mam kilka opcji „głębokości” ingerencji w tonalność. Jest opcja automatyczna, której nie lubię, jak i innych automatów. Natomiast ustawienia ręczne pozwalają mi zastosować aż 6 stopni na [+/-] od 1 EV do 6EV. I owego zakresu starczało mi dotąd we wszystkie najbardziej nawet słoneczne dni. Przepały zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

            Prowokujesz mnie Przemku do dyskusji o RAW, pisząc o wyższości RAW-a nad (nawet mało skompresowanym) JPG-iem, oj prowokujesz.

  4. Witam Przemku…
    mój Pentax K-70 jest doskonały w porównaniu z komórką… komórka służy za notatnik na pomysł, lokalizację miejsca…

    Pozdrawiam serdecznie
    Helena

  5. Dostałem dziś – czyli ok. dwa tygodnie po pojawieniu się tego wpisu Przemka i jednocześnie dwa tygodnie po wstawieniu tu mojego komentarza i paru innych – standardowego maila od Przemka zachęcającego do trafienia do tegoż wpisu.

    Bardzo miłe, że Przemku zapraszasz do swojego wirtualnego świata, ale nieco dziwne, że powracasz z tą zachętą w sytuacji, gdy nikomu z aktualnych komentatorów nie odpowiedziałeś na jego słowa. Kiedyś bywało inaczej.

    Jakiś czas temu, gdy tu trafiłem, ujęło mnie to, że autor bloga zauważa swoich fanów i honoruje ich swoim odzewem. A że to blog raczej niszowy, co widać po frekwencji odwiedzających, to spodziewałem się, że tendencja do wzajemnych, bieżących relacji autora z komentatorami jest rzeczą dobrą i wskazaną. Ale niestety, od jakiegoś czasu zauważyłem załamywanie się tego trendu. A szkoda.
    Obserwuję równocześnie inne blogi, czy vlogi – i jako fotograf z 58 letnim stażem zauważam wyraźnie, że blog Przemka ma swoją wielką potencjalną wartość merytoryczną. Ale ta wartość jest jednocześnie miarą relacji autor-komentatorzy/goście. Co się zatem stało?

    Pozdrawiam!

Co o tym sądzisz? Zostaw komentarz