Po zachodzie słońca

Czy też czasem czujesz „flow” w czasie fotografowania?

Czytam, słucham i przerabiam różne materiały, nie tylko związane z fotografią. Ostatnio jest to kurs „Motywacja. Co robimy nie tak?” Jarosława Gibasa. Jest tam fragment o „flow”, czyli o takim stanie, w którym człowiek czuje się mocno zaangażowany w to co robi i robi to z ogromną przyjemnością. Nie czuje wtedy upływu czasu i jest maksymalnie skupiony. Okazuje się, że 14% ludzi w swoim życiu w ogóle nie odczuwa tego stanu, a u 70% „flow” występują wyjątkowo rzadko.

To mnie zdziwiło i zaskoczyło, że tak mało osób tego doświadcza. Mogę powiedzieć, że w tej materii zaliczam się do tych 14%, bo od czasu do czasu, jak idę robić zdjęcia, to okazuje się, że przestawiam się na taki stan „flow”. I to mnie niesamowicie nakręca, napełnia energią i wtedy faktycznie nie czuję upływu czasu, mimo że zdaję sobie z niego doskonale sprawę, bo widzę, jak szybko naturalne światło się zmienia. Czasami jest to silniejsze uczucie, a czasami słabsze, ale z takich sesji wracam zadowolony.

Czasami łapię stan „flow”

Ostatnio taki stan miałem pod koniec sierpnia przy fotografowaniu panoramy Chodzieży po zachodzie słońca.

Był dość silny wiatr i podświetlane promieniami słońca chmury szybko mknęły po niebie. Barwy były bajeczne. Ustawiłem aparat na statywie i dodałem filtr szary, by naświetlać z bardzo długim czasem. Dzięki temu chmury i woda w jeziorze zostały rozmyte. Powstał wtedy taki obrazek.

Po zachodzie słońca

Dziesięć dni wcześniej wybrałem się na wschód słońca. Poprzedniego dnia byłem w tym miejscu na zachodzie słońca. Zrobiłem kilka zdjęć, ale nie było żadnego „flow”. Po prostu fotografowałem, to co wydawało mi się interesujące, manewrując między innymi osobami, które też wybrały to miejsce na sesję fotograficzną. To było dość ciekawe, bo na tak małej przestrzeni tyle Par Młodych z fotografami jeszcze nie widziałem.

Nic nie zapowiadało ładnego wschodu słońca. Prognozy były zniechęcające, bo przewidywały całkowicie zachmurzone niebo. Tak więc raczej już zrezygnowałem z fotografowania o świcie. Traf chciał, że jednak obudziłem się przed piątą. Trochę poleżałem i po piątej wstałem do okna, by zobaczyć, jaka jest pogoda. Niebo było bezchmurne. Szybko więc sprawdziłem w telefonie, o której jest wschód. Miał być o 5:35. Miałem więc pół godziny, by się ubrać, dojechać na miejsce samochodem (około 15 jazdy) i wejść się na górę Zborów. Akcja była błyskawiczna.

Spodziewałem się, że na górze będę sam lub prawie sam, ale się zdziwiłem. Jeszcze więcej osób niż wieczorem. Okazało się, że jakaś grupa około dwudziestu paru osób ma w tym miejscu mszę. Tak więc doszedł wymiar duchowy porannego fotografowania. Była też jeszcze Para Młoda z fotografką.

Kiedy dotarłem na miejsce, słońce właśnie zaczęło pojawiać się nad horyzontem. Wdrapałem się na szczyt. Widok był obłędny. Praktycznie dookoła rozpościerały się puchate mgły. Do tego światło słońca, cienie i te mgły aż po najdalsze miejsca. To wszystko spowodowało, że pojawiła się chwila maksymalnego skupienia, na tym, by jak najlepiej złapać to w kadrze. Znowu czas był gdzieś z boku. Byłem ja i piękne widoki stworzone przez naturę. Było super.

Poranne mgły w słońcu

Poranne mgły

Widok z góry Zborów

Kiedy można uzyskać taki stan?

Autor wspomnianego na początku kursu podaje, że stan „flow” można uzyskać kiedy wykonanie zadania zmusza do wysiłku, ale jego realizacja jest możliwa. Jeśli zadanie jest zbyt proste, to robi się nudne, jeśli za trudne, to tworzy obawę przed jego realizacją, czyli potrzebne jest pewne wyzwanie oraz wiedza i umiejętności do jego realizacji. Wtedy masz świadomą kontrolę nad tym co robisz. To mi się od razu skojarzyło z fotografowaniem w trybie automatycznym. Robisz pstryk i gotowe. Tu nie ma żadnego wyzwania i kontroli. Zdjęcie albo wyjdzie, albo nie. Nie masz żadnego wpływu i satysfakcja będzie pewnie mniejsza niż w sytuacji, kiedy świadomie zmuszasz aparat do zrobienia zdjęcia w określony prez Ciebie sposób.

Test na ten stan jest podany w drugiej połowie poniższego mini wykładu poprowadzonego przez autora kursu o motywacji.

Takie momenty i chwile „flow” to energia, która ładuje moje życiowe akumulatory. Życzę Ci, byś jak najczęściej mógł/mogła doświadczać takiego stanu. Każdy powinien mieć jakieś zajęcie, nie koniecznie wcale musi to być fotografia, ale takie, które pozwala mu się na chwilę oderwać od rzeczywistości i popłynąć w coś, co go unosi. U mnie jest to fotografia.

Odbierz darmowe rozdziały ebooka "Magia nocnych zdjęć"

  • Tryby ustawiania ekspozycji przy zdjęciach nocnych – W aparacie masz wiele trybów fotografowania. Tryb automatyczny, tematyczne, kreatywne: P, A/Av, S/Tv oraz M. Zobacz, co się lepiej sprawdzi przy zdjęciach nocnych.
  • Jak ustawiać ekspozycję w prawie całkowitej ciemności – Są sytuacje, kiedy światła jest naprawdę mało i w wizjerze, niezależnie czy jest optyczny, czy cyfrowy, nic nie widać. Zobacz jak sobie z tym radzić.
  • Złap krajobraz po zachodzie słońca – Zachód słońca to nie koniec fotografowania. Warto poczekać i fotografować dalej. Zobacz, jakie masz możliwości w tym zakresie i co może się wydarzyć.

Magia nocnych zdjęć - ebook
Kliknij i zapisz się na darmowe rozdziały ebooka "Magia nocnych zdjęć"

2 komentarze do “Czy też czasem czujesz „flow” w czasie fotografowania?”

  1. Witam,
    w stan „flow” wpadam za każdym razem gdy robię zdjęcia…. Mam wrażenie, że wystarczy wziąć aparat do ręki i cała reszta świata znika…

    Pozdrawiam
    Helena

  2. Gdzieś, kiedyś usłyszałem że na 5 sesji (wypraw,wypadów itp.) – jeśli jedna się uda to już sukces. Ja to chyba szczęściarzem (flow) jestem bo mam na odwrót. Kto goni za marzeniami, szybciej je spełnia , a kto na nie tylko czeka – no cóż …
    Pozdrawiam admina i czytelników tego bloga
    i życzę każdemu 5/5 😉

Co o tym sądzisz? Zostaw komentarz