Jaki odsetek fajnych zdjęć z wakacji jest normą?

Buty

Dostałem pytanie od Jarka: Witam. Od ok. 5 lat robię zdjęcia zaawansowanym analogiem na manualu. Ostatnio kupiłem sobie Nikona D5100 i postanowiłem się doszkolić w robieniu zdjęć – chciałbym pójść w kierunku jakości, a nie ilości. Jestem ciekaw, jak to wygląda u osób, które potrafią robić świetne zdjęcia – np. takie wakacje. Jaki jest odsetek zdjęć godnych uwagi, do tych “zwyczajnych”? Nie stać mnie, aby jechać gdzieś tylko po to, aby robić zdjęcia. Więc zazwyczaj, zdjęcia robię, tam gdzie akurat jestem. Co się z tym również wiąże, nie zawsze jestem w stanie wybrać pory robienia zdjęć – często jest to niestety południe. Jaki odsetek fajnych zdjęć z przeciętnych wakacji jest normą? Czy z 1000 zdjęć powinienem się cieszyć, że podoba mi się 100, 10 lub jedno zdjęcie? Tak więc, moje pytanie dotyczy bardziej pojęcia motywacji.

W tym roku z jednego wyjazdu wakacyjnego przywiozłem blisko 3 tyś. zdjęć. Z tego do albumu zostało wybranych 600. Dwa albumy po 300. Ale to są zdjęcia rodzinne. Gdybym z tego chciał wygrać jakieś zdjęcia do powiększenia i powieszenia na ścianie to pewnie było by ich kilkanaście, a takich z których jestem szczególnie zadowolony to pewnie uzbiera się kilka.

Kojarzy mi się jakiś film dokumentalny, w którym zawodowy fotograf na modowej sesji fotograficznej robił kilkaset, a czasami ponad tysiąc zdjęć. Z tego wybierał kilka, kilkanaście najlepszych, a takich z których był naprawdę zadowolony, które mogły iść na okładkę magazynu było jedno, dwa lub trzy.

Ale tak naprawdę to nie ma żadnej normy. Mogą być jedynie statystyki, które będą się u jednych sprawdzały, a u innych już nie. Dużo też zależy od dnia i nastroju, nastawienia. Czasami jedziemy z rodziną do lasu. Inni zbierają grzyby, a ja fotografuję. Zdarzało mi się, że zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć i z tego kilkanaście było naprawdę fajnych. Bywały też takie wyjazdy, że ewidentnie nie byłem w nastroju i jeśli nawet zrobiłem zdjęcie, to jakieś takie nijakie i z całej serii później nie wybierałem żadnego ciekawego. Wtedy pozostaje sfotografować sobie buty i być może ktoś się zastanowi “co autor miał na myśli”. A autor po prostu nie miał pomysłu na zdjęcie, więc zrobił to co widział 🙂 Widział czarne, mokre buty na zielonym mchu.

4 myśli nt. „Jaki odsetek fajnych zdjęć z wakacji jest normą?”

  1. Może to tylko u mnie, ale… wyskakuje mi błąd połączenia z bazą danych i tylko początek artykułu na stronie głównej mogę zobaczyć 🙁

  2. z wakacji – mimo że zawsze sobie obiecuję trzymanie linii – przywożę na ogół grubo ponad 1000 zdjęć (co i tak jest sukcesem). Z tych na pierwszy odstrzał zawsze kasuję co najmniej 10-20%. Dzięki pojemności płyt dvd nie muszę bardzo ostro eliminować fotografii, więc zostawiam ich sporo na wypadek gdyby do czegoś mi były potrzebne (nigdy nie są). Natomiast:
    – do pokazania rodzinie nigdy nie więcej jak 200 (powyżej 150 i tak każdy zasypia)
    – do netu / blogu itd nie więcej jak 30
    – jeśli jestem naprawdę zadowolony z 1 lub 2 to super i na ogół staram się aby udało mi się zrobić 1 lub 2 zdjęcia, do których będę mógł wrócić za pięć lat. Ale oczywiście różnie z tym bywa, gusta się zmieniają 😉

    Acha, wydaje mi się, że nawet jeśli komuś udałoby się 500 wybitnych zdjęć (nierealne) to i tak powinien do pokazania zostawić tylko kilka.

  3. dodam jeszcze, że podobnie jak Jarek robię zdjęcia wtedy kiedy akurat mam czas i okazję, a nie wtedy kiedy należałoby z uwagi na czynniki obiektywne (światło itd). A to oznacza, że tych 1000+ zdjęć jest z natury rzeczy mniej wart niż 1000+ zdjęć polowanych i cyzelowanych…

  4. Gdy robiliśmy analogami ,to ilość zużytych rolek odróżniała amatora od profesjonalisty. Teraz wszyscy mogą poszaleć.To jednak poluzowało naszą wewnętrzną dyscyplinę. Mniej się zastanawiamy co i jak robimy.Bo możemy błyskawicznie powtórzyć ujęcie.Przesiew zdjęć i wybranie “naprawdę dobrego”w naszych oczach to ogromna sztuka. Dobre mogą być serie lub pojedyncze.A to zmienia bardzo ilość.Gorsze jest zupełnie inne zjawisko – “zakochanie się we własnym dziele.” Malarz ,który kocha własne obrazy, umiera z głodu.My , możemy zginąć z nadmiaru zgromadzonych na różnych nośnikach -naszych dzieł.I co najgorsze, to często, gdy wracamy do naszych “odrzuconych “to znajdujemy wśród nich naprawdę dobre zdjęcia. Winna była oczywiście chwila,nastrój, nasze samopoczucie, albo klasyczny dołek – i nasz palec pokazał coś co było ledwie mierne.Myślę,że jeśli miesięcznie mamy 10 szt dobrych zdjęć ,to w skali roku będziemy mogli wskazać 5-10, a w skali 10 lat ,może 5 szt.Przynajmniej u mnie jest taka statystyka jakości.:>(

Dodaj komentarz