Soczewka do makrofotografii – filtr close up – czy warto

Zdjecie z soczewką do makrofotografii

Ostatnio zauważyłem, że aura sprzyja pojawianiu się kropel wody na końcówkach traw. Wykorzystałem więc ten motyw do zrobienia kilku zdjęć. Przy okazji sprawdziłem jak spisuje się niedawno kupiona soczewka do makrofotografii – filtr close up +4 Hoya HMC.

Zdjęcie otwierające wpis zostało zrobione aparatem z matrycą APS-C i obiektywem 70-200mm. Ogniskowa była ustawiona na 70mm, ISO 100, przysłona f/5.6 a czas na 1/200 sekundy. Wspomniany obiektyw łapie minimalną ostrość z odległości około 1,2 metra. Jest to zdecydowanie za daleko by wykorzystywać go do zdjęć makro. Nakręcenie na przód soczewki +4 dało jednak możliwość na zbliżenie się do fotografowanego obiektu. Przy ogniskowej 70mm można więc podejść na odległość około 20 cm – licząc od przedniej soczewki obiektywu. Po zmianie na 200mm ta odległość jeszcze bardziej się skraca – do kilku centymetrów. Wtedy jednak głębia ostrości staje się w zasadzie “papierowa”. Z uzyskanych w ten sposób zdjęć nie do końca byłem zadowolony. Muszę więc to jeszcze przećwiczyć, zanim określę, czy to wina soczewki, ustawień aparatu, moja, czy czegoś innego.

Niemniej przy ogniskowej 70mm i nakręconej soczewce uzyskałem całkiem zadawalające rezultaty. Generalnie można znaleźć opinie, że soczewka do makrofotografii to kiepski pomysł. Pogarsza jakość zdjęcia. I jest to prawda. Jednak jak widać, nie we wszystkich przypadkach jest to jakoś szczególnie widoczne.

Poniżej jeszcze zdjęcia bez obróbki w programie graficznym. Pierwsze zrobione z soczewką przy ogniskowej 70mm, drugie przy 200mm.

Zdjęcie z soczewką do makrofotografii
Zdjęcie z soczewką do makrofotografii +4 dioptrie i ogniskową ustawioną na 70mm. Matryca APS-C

Zdjęcie z soczewką do makrofotografii
Zdjęcie z soczewką do makrofotografii +4 dioptrie i ogniskową ustawioną na 200mm. Matryca APS-C

Soczewka do makrofotografii
Soczewka do makrofotografii razem z opakowaniem. W komplecie jest jeszcze okrągłe, płaskie pudełko z tworzywa sztucznego do przechowywania filtra/soczewki.

Ps. Ostatnio wyczytałem, że krople wody na końcówkach traw, to wcale nie jest rosa, ale “gutacja”. Czyli to nie jest tak, że woda z powietrza skropliła się na końcówce źdźbła trawy, ale trawa w ten sposób wydzieliła na zewnątrz nadmiar wody z korzeni.

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez frazy:
  • filtr close up
  • filtr fotograficzny fox clouseup 1

19 komentarzy do “Soczewka do makrofotografii – filtr close up – czy warto”

  1. Myślę, że należy podzielić zdjęcia wykonane w makro na dwa rodzaje. Jedne to klasyczna robota makro , nóżki muszek,oczka itd i tak wykonane aby pokazać jak najwierniej każdy szczegół obiektu.
    Drugi rodzaj to wyszukanie i złapanie w obiektyw drobiazgów które jak w świecie dorosłej fotografii zadowolą widza zabawnymi kształtami, kolorem, cieniem, odbiciami – czyli pewnymi elementami natury estetycznej. Właśnie krople wody ,rosy które zaprezentowałeś należą do tej grupy. Dały refleksy ozdobne, nieoczekiwane odbicia itd .W ten sposób fot.makro staje się równorzędną partnerką dorosłych zdjęć. A często nawet wyprzedza je ,bo pokazuje to czego nigdy nie zauważamy.

    1. Dzięki Jacku za komentarz. Myślę, że fotograf ma tą, jak by tu napisać: przewagę, korzyść, lepszość nad osobą bez aparatu, że może wyszukiwać i przyglądać się czemuś bez wzbudzania zdziwienia. Takie przykucanie i wyginanie się by przyjrzeć się kropli wody bez aparatu mogło by być postrzegane … no właśnie. A tak masz aparat i robisz zdjęcia. Normalna rzecz.

  2. No cóż, nawet świetne filmy robione dla NG. robi się w pewnych partiach (filmu) w pracowni na stołach.Przenosi sie całe partie mchu ,paproci itd. itp. Oświetlenie w studio to jednak coś zupełnie innego. Ba, nawet hoduje się i uprawia pewne rośliny aby wyk.je we fragmentach filmów. W ostatnim filmie o żubrach zgromadzono mnóstwo pająków,węży ,zaskrońców co by urozmaicić obraz z olbrzymami. :)Film robiła ekipa od Mikrokosmosu i Makrokosmosu razem z Polakami.

    1. Korzystałem. Pierścienie pośrednie też są dobre. Też skracają dystans i dodatkowo nie wpływają na pogorszenie jakości zdjęcia dodatkową optyką. Po prostu jej nie mają. Jedyny mankament jaki widzę, to szybki spadek jasności, co wymusza wydłużenie czasu, otwarcie przysłony, podniesienie ISO lub dodanie własnego światła. Oczywiście przy zdjęciach z ręki to może być problemem, przy korzystaniu ze statywu wydłużasz tylko czas i po sprawie. Jest jeszcze kwestia, czy masz wersję pierścieni pośrednich ze stykami, czy nie. Ta pierwsza przenosi automatykę z obiektywu do body i możesz wtedy np. z aparatu sterować przysłoną. Jest kilka sposobów na makro i każdy ma swoje wady i zalety.

  3. Tak się składa, że od wielu lat posługuję się aparatami kompaktowymi. Ostatnio mam Lumiksa FZ 2000. Ma bardzo duży zestaw opcji, który dość długo będę testował. Aparat ma dość dużą matrycę, reklamowaną jako 1″. Zobaczymy co to za cudo – na razie jest O.K. Z konieczności do makrofotografii używam nasadek, czyli makrokonwerterów, a więc +2, +3, co w połączeniu daje +5 dioptrii. Na razie jestem bardzo zadowolony z makrokonwertera +2. Nie jest to jedna soczewka a zestaw kilku (firma Raynox). Obraz papieru milimetrowego oglądany na ekraniku aparatu z tym zestawem jest bardo dobry – nie zaobserwowałem zniekształceń geometrycznych (poduszka itp) i barwnych (aberracja chromatyczna). Dla “zaawansowanych kompaktowców” polecam więc tego typu makrokonwertery.
    Mam teraz pytanie: jak może wyglądać klasyczna definicja makrofotografii w przypadku aparatów kompaktowych o matrycach różnych od pełnej klatki małoobrazkowej?

      1. Moja uwaga do komentarza Jacka (ŚRODA, 9 MAJ 2018 O 22:45}.
        Konwertery Raynox DCR-150 i DCR-250 są moim zdaniem jakościowo i optycznie bardzo kiepskie. Dlatego w moim poście opisywałem moim zdaniem najlepszy z konwerterów Raynoxa, czyli DCR-5320. Umożliwia on fotografowanie z ręki ze znacznie większych odległości – trzeba jednak mieć aparat z dość dużym zakresem ogniskowych i użyć ogniskowej np. 420 mm. Przy takich odległościach zewnętrzna lampa z jakimś dyfuzorem może użyta bez problemów. Wtedy nie potrzeba specjalnej lampy pierścieniowej, która może być kłopotliwa w użyciu.
        Czy macie jakieś uwagi do tego tekstu?

    1. Klasyczna definicja makrofotografii jest niezależna od wielkości matrycy. Do typowych zdjęć makro zaliczane są te, gdzie rozmiar obiektu i jego obrazu na matrycy (lub błonie fotograficznej) jest w skali przynajmniej 1:1. Czyli jeśli fotografujesz mrówkę o wymiarze 5mm, to jej obraz, odzwierciedlenie na matrycy w aparacie powinno mieć co najmniej 5mm.

      1. Moim zdaniem pojawienie się matryc znacznie mniejszych od tradycyjnej klatki 24 x 36 mm narzuca nam konieczność uwzględnienia rozmiaru matrycy w definiowaniu makrofotografii:
        1. Weźmy np. ziarnko piasku. Obraz takiego obiektu na każdej matrycy może być równy rozmiarowi przedmiotu. Wtedy będzie to makrofotografia.
        2. Weźmy teraz np. pszczołę. Rozmiar obrazu pszczoły na matrycy pełnoklatkowej może być równy wymiarowi pszczoły. Będzie to więc makrofotografia.
        3. Rozmiar obrazu tej samej pszczoły na matrycy z kompaktu nie musi być być taki sam jak rozmiar pszczoły, raczej będzie mniejszy. Co wtedy będzie z definicją makrofotografii?

      2. Ja bym tak ściśle nie trzymał się klasycznej definicji makrofotografii. Przecież i tak nikt nie ogląda zdjęć w rozmiarze zgodnym z rozmiarem matrycy, tylko powiększa go na ekranie monitora, robi odbitkę na papierze lub wydruk. Klasyczna definicja niech sobie będzie, a zdjęcia można robić niezależnie od niej. Z resztą na niektórych obiektywach, czy aparatach producenci dają dopisek “makro”, a skala odwzorowania wcale nie jest 1:1. Zdrowy rozsądek podpowiada, że raczej nie powinno się podchodzić to tego zbyt rygorystycznie.

  4. Dla Przemysław Oziemblewski
    PIĄTEK, 11 MAJ 2018 O 12:19
    Chodziło mi o to, że nie powinniśmy sztywno trzymać się definicji z ubiegłej epoki (lustrzanka, lustrzanka, och ach…). Wtedy jednak wypadałoby wiedzieć coś współczesnego, stąd moja propozycja. Może nie wyraziłem się komunikatywnie.

    1. Jedyne odniesienie do poprzednich epok to porównywanie do pełnego obrazka. Na dodatek przeliczniki przy obiektywach dodawane w zależności od wielkości matrycy. Gdybyśmy jednak sztywno stosowali recepty to nigdy by nie powstało kino, i wszelkie techniki wywoływania i utrwalania obrazów. Teraz nazywamy to zabawami. Za trzy pokolenia nasi następcy będą mieli zupełnie inne środki do zapisywania informacji a w tym i zdjęciowej. Może nawet zlikwidujemy soczewki stałe( szkło ,plastyk) a pojawia się inne np gazowe, wodne, a może z materiałów o strukturach “nano” .Może obraz będzie w aparacie przekształcany samoistnie ,albo wg wzorca zadanego. ? A co powiecie o strukturach krzemowych “nano” zamiast masywnych szklanych zestawów soczewkowych. Takie wydmuszki pokryte nano powłokami. Płaskie bombki jak na choinkę. Zauważcie- krytykujemy obiektywy z plastyku a kochamy z metalu (zaznaczane jest w karcie) . Jednak systemy przeciw wstrząsowe sa coraz doskonalsze i drgania coraz mniejsze więc aparaty też nie muszą “brać na masę ” drgań migawki. ITD ITD. Tak właśnie dokonuje się postęp.

      1. To jest bardzo ciekawe. Chyba nie doczekamy tych czasów, ale nasze wnuki lub prawnuki… Dzięki za odpowiedź.

Dodaj komentarz